<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Na szosie"> 
<author_1=Marian Promiski>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="5">
<date=1953-05-04>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Kiedy cznik opuci czowk i jadc naprzeciw wycigu min z kolei grup pitnastu, z jednego z wozw technicznych, posuwajcych si w lad za t grup, skin na niego trener Podolny i wskaza, eby zajecha z prawej strony. cznik wyzyskujc przerw w kolumnie zawrci i podsun si pod botnik samochodu.
Trener, stary gracz, z chytroci wypisan w zmarszczkach wyniszczonej twarzy, wychyli si z szoferki i przyjanie powiosowa rk dajc tym znak, eby jeszcze... jeszcze bliej.
 Panie Dzierbik, miao do koa, nie chc krzycze. Ile maj przewagi?
 Teraz?... Chyba okoo czterech minut.
 I to im pan powiedzia?
 Powiedziaem.
 Jednym i drugim? Bo mam tu kilku swoich chopakw...
Wz skrzypia i spycha motocyklist na burt. Podolny pooy rk na kierownicy, eby szofer jecha ostroniej.
 No a dlaczego by nie?!  krzykn cznik.
 Za nastpnym razem niech im pan powie  sze minut. Moim, w drugiej grupie.
Dzierbik zrozumia i namyliwszy si odpali ze zoci:
 Chyba, eby tak byo naprawd, panie Podolny. Jestem przeciwny wszelkim bujdom. Od tego tu jestem, eby dawa dobre informacje.
Podolny pokrci gow dajc tym do zrozumienia, e Dzierbik jest todzib i musi dojrze.
 Tak si zawsze robi. Tym, co s w przedzie  mniej, a tym co w tyle  wicej. Niech si podcign. Inaczej to by by spacer, nie wycig. Jedzie pan do tyu?
 Tak. Jak dotd nie byo defektw ani kraksy, ale chciabym sprawdzi, gdzie ambulans i tak dalej.
 Susznie. Niech pan powie Kurowskiemu, powinien by w nastpnej grupie, e ze swoj jazd moe zapomnie o kadrze. Plaster ma na okciu, nie na kolanie. Co mu przeszkadza krci? No! Dzikuj i przepraszam.  Podolny cofn si w gb, a Dzierbik zrobi za ryem samochodu kko na szosie.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
